sobota, 14 lutego 2015

DZIŚ OSTATKI więc będą FAWORKI!

Pyszne, kruchutkie, delikatne, smakowite, rumiane, słomkowe, delikatne, chrupiące - przymiotników określających to cudo jest wiele! O co chodzi?
 O faworki, zwane przez niektórych chrustem.
W naszym domu rzadko gościły, wymagały dużego zaangażowania, siłowego i czasowego, a  efekt końcowy był marny. Domowników było duuużo i co zostało usmażone to my zjadaliśmy.  Mama więc wolała zrobić pączki, by się wszyscy nimi najedli, bo faworki to można jeść, jeść i jeść... aż nagle okazuje się że już tylko cukier z talerza można wylizać (na to też amatorzy się znajdują).
Ale był taki jeden dzień w roku kiedy mieliśmy faworkową frajdę! To były imieniny cioci, które obchodzone w lutym przeważnie wypadały przed popielcem i postem! Wchodziło się do cioci i już pod blokiem czuć było zapach rarytasu i wanilii. Po życzeniach kwiatkach i buziakach, był zazwyczaj obiadek, ale i tak wszyscy czekali na faworki. Po obiedzie, jak dzieci grzecznie zjadły, najwyższa osoba sięgała "niespodziankę" (ta dobra mi niespodzianka). Na wysokiej meblościance, tuż pod sufitem stały tace (tak, tak tace) pełne faworków!!!!!! Kruchutkie, delikatne, obsypane cukrem pudrem z prawdziwą wanilią...
Po prostu obłędne!
To do dzieła!
Składniki:
- żółtka
- piwo
- mąka
- olej do smażenia (ok.2 litry)
Zapytacie ile czego? To zależy ile chcecie faworków! Zasada jest prosta. Do szklanki wbijamy żółtka. Do drugiej - takiej samej szklanki wlewamy dokładnie tyle piwa ile jest żółtek w pierwszej.
Na powyższym zdjęciu proporcja na bardzo dużą porcję
 (16 żółtek, 330ml. piwa, i około kilograma mąki)

  Mieszamy jedno z drugim w dość dużej misce i dosypujemy porcjami (najlepiej przesianą) mąkę. Powoli zagniatamy ciasto do momentu aż masa będzie zwarta, dość twarda, ale wciąż elastyczna.
Ciasto można schłodzić w lodówce przykryte folią, ale nie trzeba. Następny krok to wałkowanie (jak najcieniej), krojenie i zawijanie.  Ciasto należy pokroić w paski, każdy naciąć wzdłuż na środku, a następnie przewinąć jeden koniec przez uzyskany na środku otwór. Instrukcja obrazkowa (w roli instruktorów moje córki;)):




Tak uzyskane faworki wrzucamy pojedynczo na rozgrzany tłuszcz, smażymy z jednej i drugiej strony. Wykładamy na pergamin lub papierowe ręczniki by swobodnie obciekł tłuszcz.



 Kiedy faworki wystygną, przekładamy je na talerz, posypujemy cukrem pudrem (najlepiej wymieszanym z wanilią) i gotowe!

1 komentarz:

  1. mniam :D u mnie w planach na jutro faworki z przepisu mamy (czyli dokładnie z tego samego :P )

    OdpowiedzUsuń